Kamil Nowak, czyli blogojciec.pl o tacierzyństwie

Blog ojciec, czyli Kamil Nowak o świecie off-line: świadomym tacierzyństwie, wychowaniu asertywnych dzieci i dzieciństwie z telefonem w kieszeni. Przeczytajcie, jeśli jesteście na początku swojej rodzicielskiej drogi lub jeśli Wasze gagatki zaczynają dawać do wiwatu.

Fot. Facebook @blogojciec
Fot. Facebook @blogojciec

Kamil Nowak to jeden z najpopularniejszych ojców-blogerów w Polsce, a jego blogojciec.pl jest w czołówce blogów poświęconych rodzicielstwu. Są mi bliskie przekazywane przez niego wartości i podejście do wychowania, zgodne z filozofią Janusza Korczaka. Bo nie ma dzieci, są ludzie.

– Skąd mogę pobrać zdjęcia? – zapytałam. – Z Facebooka, może być? I tak nieopatrznie się zgodziłam. Bo fanpejdż Blog Ojciec na Facebooku w większości kryje w sobie cały humor Internetu, zdjęć Kamila jak na lekarstwo. Serio, jeśli szukacie memów o rodzicielstwie, sprawdźcie ten adres. Nie znam nikogo, kto tak dobrze łączy merytorykę z tym, co się klika :).

Fot. Facebook @Blogojciec
Fot. Facebook @Blogojciec

Dużo się mówi o świadomym macierzyństwie, a jak Twoim zdaniem wygląda świadome tacierzyństwo? Czy to musi oznaczać partnerstwo i równy podział obowiązków między rodzicami?

Dla mnie świadome rodzicielstwo jako takie wymaga głównie tego, aby rodzic chciał być zaangażowany w wychowanie dziecka. Nie tylko wtedy, gdy dziecko jest spokojne, zadowolone i chętne do współpracy, ale i wtedy, gdy dziecko ma swoje gorsze momenty. Nie odrzucać go wtedy, ale być gotowym pomóc. Jednocześnie to często przekłada się też, jak wspominasz, na zdrowe i partnerskie zasady w związku rodziców. Niekoniecznie oznacza to idealnie równy podział obowiązków, bo różni ludzie mają różne predyspozycje. Poza tym różne rodziny żyją w różnych systemach wartości, ale jak pracujący rodzic wraca do domu i odpoczywa, a rodzic, który cały dzień opiekował się dzieckiem ma teraz jeszcze prać, prasować i coś ugotować, to ewidentnie coś jest zepsute i coś nie działa. A jeśli nie działa w związku dwojga dorosłych ludzi, to nie będzie też działać na linii rodzic-dziecko.

Kwejk.pl
Kwejk.pl

Nieprzespane noce, dostępność 24/h w przypadku karmienia piersią, problemy z powrotem do formy po ciąży… To są nasze, kobiece trudności na początku macierzyństwa. A jakie problemy mogą się pojawić na początku ojcostwa? Jak to wyglądało u Ciebie?

Ja myślę, że sporym problemem jest to, że my jesteśmy jeszcze mniej przygotowani do swojej roli niż mamy. W końcu przez lata ojciec był raczej „głową rodziny”, zarabiał na chleb i nie zajmował się dziećmi, więc ojcowie, którzy chcą przełamać ten schemat chodzą trochę po omacku i muszą często metodą prób i błędów szukać sposobu na nawiązanie relacji z dzieckiem. Jako ciekawostkę dodam, że przy jednym z naszych dzieci to ja wstawałem do dziecka w nocy, przebierałem i podawałem na karmienie, a żona rano nawet nie wiedziała, że karmiła – więc prawda jest taka, że część obowiązków można spokojnie przejąć na siebie, co szczególnie w tym początkowym okresie pomaga się w tym odnaleźć.

Fot. Facebook @blogojciec
Fot. Facebook @blogojciec

Na swoim blogu nie publikujesz zdjęć własnej rodziny, dzieci. Co wpłynęło na taką decyzję?

Było wiele niezależnych czynników, w tym świadomość, że w internecie nic nie ginie i nie wiemy do jakich celów mogą posłużyć takie materiały innym osobom za kilka, kilkanaście lat. Szczególnie kolegom czy koleżankom w szkole, którzy nie zawsze słyną z najmądrzejszych pomysłów. Drugi też dość istotny czynnik to fakt, że sam nie wiem jak potoczy się moja droga w sieci i nie chciałbym, aby moje dzieci były definiowane jako „dzieci blog ojca”. Chciałbym, aby mogły sobie same stworzyć własną drogę, bez poczucia, że coś jest dla nich łatwiejsze lub trudniejsze, przez to czyimi są dziećmi. Niestety znam wiele dzieciaków, które przez to jakich miało rodziców i jakie światło rzucało to na nie, później nie potrafiły się odnaleźć w świecie.

Jak oswajasz swoje dzieci z nowymi technologami – telefonem, komputerem? Bo z jednej strony to przecież nasza codzienność, a z drugiej w debacie publicznej traktowane jako coś złego, coś co odbiera „normalne” dzieciństwo. Jak to wygląda u Was?

U nas korzystamy z takich urządzeń głównie we własnym towarzystwie na początku. Pokazuję, tłumaczę i rozmawiam zarówno o grach, jak i różnych technologiach. O szansach i o zagrożeniach. Stety/niestety nie unikniemy kontaktu z technologią, podobnie jak nasze dzieci, więc naszym obowiązkiem jest nauka bezpiecznego z niej korzystania. Zrobienie z tego tematu tabu i zakazy nie pomogą, bo teraz co drugi paroletni dzieciak ma telefon lub tablet i jeśli nasze dziecko nie będzie tego miało w domu, to skorzysta gdzie indziej. Mnie osobiście jedynie trochę martwi fakt, że zbyt wcześnie i zbyt wielu dzieciakom daje się takie urządzenia bez żadnych ograniczeń. To się nie może dobrze skończyć i rzeczywiście czasami tęsknię za „normalnym” dzieciństwem, gdzie wszystkie dzieciaki biegały się i bawiły, a nie wychodziły na podwórko po to, żeby pooglądać jak ktoś inny gra na telefonie.

Fot. Facebook @blogojciec
Fot. Facebook @blogojciec

Gry komputerowe – łatwe wytłumaczenie wszystkich niepowodzeń wychowawczych czy
jednak rozrywka nie tylko dla dorosłych?

Gry komputerowe są niczym innym jak narzędziem do rozładowania napięcia i generującym rozrywkę. Najważniejsze jest więc, aby dopasować je do wieku względem treści, aby nie narazić dzieci na jakieś niebezpieczne sceny oraz dopasować je czasowo, aby dzieci nie spędzały przed ekranem całych dni. Jeśli jednak podchodzimy do nich z głową, to wielkiego zagrożenia w nich nie widzę, a wręcz przeciwnie – mądre gry doceniane są za rozwój umiejętności logicznego myślenia, refleksu czy chociażby nabywanie umiejętności posługiwania się językiem angielskim (sam w taki sposób się tego języka nauczyłem).

W dzisiejszych czasach dużą wagę przykłada się do indywidualizmu dzieci, wyrażania własnego zdania na każdy temat. Mam wrażenie, że czasem wylewa się dziecko z kąpielą, bo pozwalając na wszystko, nie uczymy podstawowych zasad i wzajemnego szacunku. Jak kształtować asertywność i silny charakter, zachowując jednocześnie pozycję rodzica?

Zdecydowanie masz rację, że czasami niektórzy popadają ze skrajności w skrajność i z pozycji pełnej zakazów, kar i nagród, lądują w świecie bez żadnych zasad i granic. Żadne z tych rozwiązań nie wróży dobrego zakończenia. Jeśli więc chcemy pozwolić dziecku mieć silny charakter czy asertywność, to tutaj rzeczywiście nie mamy innego wyjścia jak pozwolić dziecku mieć swoje zdanie i pozwolić je wyrażać. Tutaj jednak należy też uważać, żeby nie potraktować tego jako zachęty do pozwalania dziecku na wszystko.

To, że dziecko może wyrażać swoje zdanie to jedno – to, że my mamy pewne zasady w domu i granice, to drugie.

Jeśli dziecko chce pomalować ścianę to nie znaczy, że mamy mu na to pozwolić. Może o tym powiedzieć i może się zezłościć czy rozpłakać, gdy dowie się, że to nie jest możliwe. Tutaj z kolei też wchodzi nauka szacunku, czyli nawet jeśli nie zgadzamy się na to, żeby dziecko pomalowało tę ścianę, to nie krzywdzimy go dlatego, że chciało spróbować, a po prostu je powstrzymujemy. Bez przemocy, z szacunkiem. Dajemy mu też możliwość przeżycia tej złości czy smutku, bo są to emocje, które są ważne i które należy przeżywać. Niestety wiele osób z naszego pokolenia ma z tymi emocjami problem, bo właśnie w ich rodzinnych domach nie pozwalano na to, aby je przeżywać i teraz to się mści na ich relacjach z własnymi dziećmi. Na szczęście dzięki pracy nad sobą, mamy szansę przełamać ten błędny cykl.

Prowadzisz kurs z bycia rodzicem. Po pierwsze co to znaczy według Ciebie być rodzicem, a po drugie – zabawię się w hejtera i zapytam przekornie: czy tego można się nauczyć na kursie?

Dla mnie zaangażowane rodzicielstwo składa się z dwóch cech. Pierwsza z nich polega na tym, że chcemy dla swojego dziecka dobrze. Druga z kolei polega na tym, że jeśli trafiamy na trudności, to nie powielamy w kółko nieskutecznych schematów, które przekazali nam nasi rodzice czy inne osoby, a które jednak nie działają lecz szukamy lepszych rozwiązań. Kurs oczywiście jest jedną z takich dróg, ale jest też mnóstwo literatury na ten temat (czasami mam wrażenie, że aż zbyt wiele i niektórzy się w tym gubią), a często też ani forma video, ani forma pisana nie wystarczą, bo żeby poradzić sobie z pewnymi naszymi cechami będziemy musieli się wybrać do psychoterapeuty (z niepanowaniem nad własnymi emocjami i agresją na czele, na co skarży się ogrom rodziców). Często też rodzice korzystają ze spotkań z psychologiem, co też bywa pomocne, gdyż w takiej sytuacji można spotkać się i z rodzicami i z dzieckiem i zastosować indywidualne podejście, czego chociażby w książkach nie znajdziemy (na szczęście na naszym kursie indywidualne podejście i analiza konkretnych sytuacji również jest jak najbardziej możliwa).


Kamilowi dziękuję za rozmowę, a Was zachęcam do dyskusji na temat tacierzyństwa. Jak to wyglądało u Was, jak Wy – mężczyźni odnaleźliście się w nowej roli, i jak Wy – mamy im w tym pomagałyście. Ja powiem Wam od siebie, że Jacek od początku kąpie małą i to własnie ten rytuał był (bo teraz doszły kolejne) ich czasem na poznawanie się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.