Jak odpuściłam własne wesele i czy było warto?

Jak odpuściłam własne wesele? Po prostu. Ludzie próbują wszystkim dogodzić – ciocia Basia lubi kisiel, dajmy więc pierdyliard deserów. Wujek Józek nie uznaje kotletów – dołóżmy do drugiego roladę. I rybę, tak na wszelki wypadek. I tofu dla tych, którzy na mięso mówią „to fuj”.

Jeśli jesteście z tych, co ślub i wesele traktują jako najpiękniejszy dzień w życiu, to nie czytajcie dalej. Chyba, że chcecie mieć piękne wesele, na które zaprosicie rodzinę i przyjaciół, by razem z nimi po prostu dobrze się bawić.

Jak było u mnie? A raczej u nas, w końcu sama się nie poślubiłam. Od początku postanowiliśmy, że:
– nie słuchamy dobrych rad rodziców (kochamy Was, ale wiecie jak było), ani innych, którzy mieli swoją listę życzeń i oczekiwań co do tego dnia;
– za wszystko płacimy sami, bo jest to najlepszym gwarantem wywiązania się z pierwszego postanowienia;
– nie przejmujemy się pierdołami, które prowadzą do frustracji, zamieszania i spowolnienia całej akcji;
– bawimy się dobrze, bo to jest NASZ dzień. Zapamiętujemy chwile, tańczymy i uśmiechamy się do wszystkich. W końcu przyszli specjalnie do nas!

Jak odpuściłam własne wesele
Fot. Maja Zmiertka

Przez rok odkładaliśmy kasę. Bo tyle mieliśmy czasu – nie dla nas dwuletnie planowanie. Umówmy się – tego załatwiania nie jest dużo! Rok odkładania nie oznaczał gryzienia tynku, mimo że nie zarabialiśmy wtedy kokosów. Naprawdę. Rezygnowaliśmy z większych niepotrzebnych wydatków. Wszystko po to, by szybko odetchnąć, widząc na koncie pieniądze potrzebne do zorganizowania całej akcji. Jeszcze przed odkładaniem trochę się spłukaliśmy wyjazdem do Grecji, ale sami wiecie jak jest.

Decyzja o pokryciu kosztów ślubu i wesela była strzałem w dziesiątkę. Nikt nie rościł sobie praw do udzielania dobrych rad. Nikt nie był zawiedziony, bo nie mógł mieć oczekiwań.

Rok to jednak niedużo, biorąc pod uwagę obłożenie sal weselnych. Ale znowu – znaleźliśmy alternatywę. Znajoma (dzięki Agato!) powiedziała nam o pięknie usytuowanym, kameralnym pensjonacie z widokiem na góry. Okazało się, że do tej pory wesel było tam może z pięć. Dla nas super wiadomość! Po pierwsze tanio – bo w właściciele nie żyli głównie z wynajmu sali. Po drugie i kolejne – nikt nie mówił, że na krzesła trzeba nałożyć prześcieradła (no wiecie o czym mówię), a każdy róg sali ozdobić balonami. Kupiliśmy po taniości duże, szklane lampiony i świece, mama Jacka wydziergała cotton balls, które położyliśmy na dużych parapetach okien (w których dodajmy – nie było firanek). Dojechać na miejsce nie było łatwo – „Michałówka” położona jest przy zejściu z Klimczoka. Ale te widoki… Bajka! No i tak normalnie, bez zadęcia.

Jak odpuściłam własne wesele
Fot. Maja Zmiertka

Ile mieliście kolacji? To pytanie zadała mi pewna znajoma i szczerze mówiąc zatkało mnie. Odpowiedziałam, że chyba trzy (żeby nie rozpętała się burza: JAK TO JEDNĄ?), na co ona wypaliła: u nas było siedem. Serio? Nie lubię marnować jedzenia, a już na pewno nie dużej ilości. Wesele jest ryzykowne pod tym względem, ale ryzyko trzeba minimalizować. I tak zrobiliśmy. Dodam, że nikt nie wyszedł głodny, a ognisko zamiast kolacji z łosiem było hitem!

Jak odpuściłam własne wesele
Fot. Maja Zmiertka

Krótko i na temat: nie chodziliśmy do szkoły tańca, nie było kiedy. Piosenkę wybraliśmy spontanicznie. Zrobiliśmy tylko jedną próbę – w domu moich rodziców, przed wyjazdem do kościoła. Odtańczyliśmy kawałek, nucąc pod nosem refren i śmiejąc się przy tym do łez.

Przejmowanie się tym, jak wyglądamy próbując złapać wspólny rytm byłoby z naszej strony skrajną niekonsekwencją…

Nie zrozumcie mnie źle. Każdy ma prawo do takiego wesela, jakie chce. Jakie sobie wymarzy, zaplanuje, na jakie go stać. My chcieliśmy właśnie takie. Odpuściliśmy. Podeszliśmy do tego bez przejmowania się, myślenia jak tu wszystkim dogodzić i nie pomylić się w walcu. Wesele pamiętamy, jako fajną przygodę. Tak przygodę, która z definicji jest czymś  przemijającym. Wierzymy, że tych najpiękniejszych dni w naszym życiu będzie jeszcze co najmniej kilka. Czego i Wam życzę – po ślubie, przed lub solo. Niech zdrowy rozsądek będzie z Wami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.