Dziecko wszystko zmienia, czyli najlepsza antykoncepcja

Dziecko wszystko zmienia i to zdanie jest najlepszą antykoncepcją na świecie. To gadanie babć, cioć i znajomych, którzy chcą dobrze, ale wychodzi jak zwykle. W styczniu ubiegłego roku po raz pierwszy zabiło serce Bobi. Była tylko kropką na USG z jeszcze mniejszą kropką w środku. Dziś ma już parę miesięcy i to skłoniło mnie do zastanowienia się nad tym, co się tak właściwie zmieniło od tamtego momentu.

Już nie jestem frajerem. Wcześniej sądziłam, że planowanie w jakiś sposób uporządkuje moje życie.

I może nawet byłoby tak, gdyby nie moje złe podejście do tematu. W planowaniu nie chodzi o to, aby dzień był szczelnie wypełniony zadaniami do zrobienia. W planowaniu chodzi o to, żeby nie przedobrzyć. Żeby nie odebrać sobie chęci do realizacji zadań. Żeby nie narzucić sobie nieziemskiego tempa i skończyć dzień z miną Kopciuszka, któremu zła macocha wysypała mak do popiołu. Teraz wyznaczam sobie cele na dany tydzień i staram się ich trzymać. Dzielę je na dni, ale tu jestem już bardziej elastyczna. Bo czasem celem staje się przetrwanie. Na przykład po nieprzespanej nocy, kolejnej.

Wypracowałam własne hygge, choć do niedawna chciałam mieć to, czego mieć nie mogłam.

Pracowałam, chciałam mieć dziecko. Pojawiło się dziecko, chciałam szybko wracać do pracy. Niedawno uświadomiłam sobie, że trzeba się cieszyć tym, co tu i teraz. Brzmi banalnie, ale to naprawdę rocket science, które trzeba sobie dobrze rozkminić.

Co ja wiedziałam o zmęczeniu, zanim pojawiła się Lilka? Chyba tyle, co o różniczkowaniu teraz. Czyli nic.

Trzymam dyscyplinę – kładę małą spać najpóźniej o 20.00, tak żeby dać sobie kilka godzin na kreatywność. Kiedyś moja ambicja sięgała, gdzie wzrok nie sięga. Praca była moim priorytetem – chciałam się rozwijać, doskonalić, być docenianą. A Bobi przyszła, popatrzyła tymi swoimi oczętami i pokazała, że ambicję trzeba schować do kieszeni. W pierwszych miesiącach po porodzie trudno było mi się pogodzić z tym, że nie wychodzę codziennie do pracy, nie rozwijam się (nie? Jak to, cały czas się rozwijam!), nie biegnę do przodu. Bo przecież cały świat biegnie! Później powiedziałam sobie: Anka, Ty tylko zmieniłaś środek transportu i chwilowo idziesz z buta. To pomogło.

Tak, dziecko wszystko zmienia. Nie sądziłam, że drzemią we mnie takie pokłady cierpliwości, empatii i ciepła.

Wcześniej sporo czytałam o emocjach, jakie mogą towarzyszyć rodzicom; o zmęczeniu, które odbiera rozum; o tym, jakie pytania sobie zadać, aby znaleźć źródło ewentualnych negatywnych emocji. A jak nadal pojawiają się wątpliwości, to czytam. Polecam artykuły i wywiady na przykład z Agnieszką Stein, to działa!

Od niedawna życie zawodowe znów nabrało tempa – powrót na część etatu, spotkania z klientami, i w końcu: blog. Lubię moje życie takim, jakie jest teraz. Nauczyłam się cieszyć gotowaniem dla innych. Dostrzegam detale, takie jak szum mijanej właśnie rzeki (na która Lilka zawsze entuzjastycznie reaguje). Nie wiem skąd biorę siłę, żeby wszystko ogarnąć. Wiem, że mam jej w sobie jeszcze dużo i jak nie teraz, to kiedy?

Już nic nie będzie tak, jak kiedyś. Oj ile razy to słyszałam, głosem pełnym tęsknoty za czymś utraconym. Wiecie co? Teraz jest lepiej. Dzieci szybko rosną. A ja chcę zapamiętać z tego okresu jak najwięcej. To się nie powtórzy. Bobi będzie mała tylko raz. A świat? No cóż, może zaczekać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.