Domowe pole minowe, czyli mniej znaczy więcej

Domowe pole minowe, czyli artykuł prosto z frontu. Jeśli u Was też trwa ostra wymiana amunicji w postaci zabawek, gryzaków i niedojedzonych kromek chleba, to łączcie się ze mną w bólu. Mniej znaczy więcej. To znaczy mniej sprzątania, więcej bałaganu!

Bobi na domowym polu minowym
Bobi na domowym polu minowym

Nasze mieszkanie, to domowe pole minowe. Odkąd jest z nami Lilka, potykam się o półmetrowego Pana Lwa, żółwia Teodora (plastikowy z wypustkami, auć!), foremki (jak ujadę, to aż do kuchni) i innych domowników. Jak zmienia się przestrzeń, kiedy do Waszego idealnego tandemu dołącza mały Szus? Możecie mówić co chcecie – że Wasze mieszkanie jest czyste, bo mąż sprząta, a teściowa wpada umyć okna.

Nasze mieszkanie jest jak największe skrzyżowanie w Tokio – krzyżują się w nim drogi moje, Jacka i Lilki. I w związku z tym czasem dochodzi do kolizji.

Czy mam z tym problem? Jak już mam, to wtedy sprzątam. Ale zawsze gnębi mnie przy tym pytanie: czy za pięć lat będzie ważne to, że teraz posprzątam? No nie. Nikt nie będzie pamiętał o tych kątach pokoju wycieranych na kolanach i dzikich ruchach rąk, kiedy myją lodówkę.

Weźcie trzy głębokie wdechy. Sprzątnijcie tylko to, co naprawdę konieczne i idźcie do swoich ludzi. Czas spędzony z nimi jest najlepszym, co możecie teraz zrobić – i za te pięć lat to nadal będzie ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.